Czego nie lubię w swoim wyglądzie

„Czego nie lubisz w swoim wyglądzie” to mój mały projekt fotograficzny. Chciałam w nim między innymi zwrócić uwagę jak nasze kompleksy, często te zasłyszane za dziecka, są w naszej głowie i nie dają o sobie zapomnieć. Postanowiłam zapytać na Instagramie czy jest ktoś chętny na udział w tym projekcie. Zgłosiło się do mnie kilka dziewczyn, z którymi mogłam się spotkać i porozmawiać na ten temat. Każda taka rozmowa była inna. I niesamowite w tych spotkaniach było to, jak różne tematy zostały przy tym poruszone.

 

Czego nie lubię w swoim wyglądzie

Moje biodra to był częsty temat do komentowania. Miałam wrażenie, że muszą być niesamowicie szerokie, skoro inni tak na nie zwracali uwagę. Do tej pory zastanawiam się co kieruje człowiekiem, że bez zastanowienia komentuje wygląd drugiej osoby. I to jeszcze bez pytania.

W zasadzie dopiero teraz uczę się akceptować to jak wyglądam. Swoją niesymetryczną twarz, szerokie biodra, uda. Przełamuję się i częściej wychodzę przed obiektyw. Chcę byśmy my, przede wszystkim kobiety, czuły się dobrze przed aparatem. Przestały patrzeć na swoje zdjęcia i od razu wyliczały, co musimy w sobie poprawić. A spróbowały w końcu znaleźć w sobie to, co lubimy. I głośno się tym chwaliły.

 

Podróż pokoleń – Marta

 

Marta jako pierwsza osoba zgodziła się ze mną spotkać i porozmawiać. Jemy razem śniadanie. Do końca jeszcze nie jestem przekonana w jakim kierunku pójdzie ten projekt, więc prosto pytam czego nie lubi w swoim wyglądzie. Jest chwila zastanowienia i Marta kreśli kółko obejmujące jej trochę brzucha, uda i odpowiada – „ta strefa”. Sama dla siebie ćwiczy w domu. Pewnie znasz Mel B i dobrze wiesz, że z nią to nie ma opieprzania się. Nawet jak jej się nie chce to trenuje, co u mnie kończy się spoczynkiem na kanapie. Jak uczyć się samodyscypliny to powinnam właśnie od Marty.

W poprzednie wakacje Marta razem ze swoją Mamą przejechały rowerem 345 km w 5 dni! I to nad Bałtykiem. Z wiatrem i pod wiatr. Jak rower wpadł do bagna to trzeba było go wyciągać, wyczyścić i jechać dalej. Jak było ciężko jechać po piasku to schodziły i prowadziły po plaży przez kilkanaście kilometrów. Kibicowałam im cały czas i byłam bardzo dumna, że udało się dojechać do celu. Z kilkoma siniakami, zadrapaniami, ale jaka to musiała być satysfakcja.

 

Co w sobie lubisz? – Wanda

 

Rzadko spotykam tak pewną siebie i otwartą dziewczynę jak Wanda. Ponad trzy godziny rozmowy. Szczerej i mocno pokrzepiającej. Wychodząc z zapytaniem „czego nie lubisz w swoim wyglądzie” z Wandą przegadałyśmy ważne kwestie. To nie było tylko czepianie się naszych krągłości.

Rozmawiałyśmy o toksycznych związkach, ciężkich rozstaniach, jak nie jest łatwo być samemu, dlaczego kobiety nie lubią rozmawiać o seksie i czemu boimy się pójść na depilację woskiem. Z Wandą temat nie zamknął się czy nie lubisz swojego brzucha lub ud, ale poruszyła ważniejszą kwestię – że trzeba polubić siebie. I wiem, pewnie słyszałaś to jak ja milion razy i nie ma w tym nic nowego. Ale teraz zastanów się nad tym. Co w sobie lubisz? Ja nawet Wandy nie musiałam o to pytać, bo od razu sama śmiało o tym mówi. I to jest bardzo dobre ćwiczenie!

Kończąc naszą rozmowę poruszam ostatni temat, że jeśli robisz coś dla swojego zdrowia to trzeba się tym chwalić. Zaczynasz biegać, uczysz się tańczyć – śmiało mów o tym. Chodzisz na długie spacery lub po górach – pochwal się tym. Uważam, że wszystko co robisz dla swojego zdrowia, lepszej kondycji jest powodem do mówienia o tym na głos. Akurat jeszcze kogoś zmotywujesz tym.

 

 Skąd brać pewność siebie? – Zoriana

 

Zanim się zaczęłam rozmowę z Zori, pierwsze, na co zwróciłam uwagę była jej sukienka. Przepięknie wygląda! W międzyczasie staram sobie przypomnieć, kiedy ja ostatnio miałam jakąś na sobie. I już pojawia się mały głosik w głowie – ale czy ja mogłabym chodzić w sukienkach? No niech ktoś mną potrząśnie. Pewnie, że tak!

Zori zaczyna mówić, o tym, jak dawniej walczyła z nadwagą. Wspomina, że były sytuacje, kiedy idąc na miasto ze swoją Mamą, chowała się za nią. Bo się wstydziła. Ja do tej pory tak czasem robię i uciekam za Alka. Świeża sytuacja – byliśmy na basenie i łapałam się na tym, że idę dwa kroki za nim, by się nieco schować. Najlepiej to dajcie mi ręcznik bym z nim weszła do wody. Poproszę o kolejne potrząśniecie.

Byłam pod ogromnym wrażeniem, kiedy Zori opowiadała ile ją kosztowało ukończenie prawa. A później jak zdecydowała się na zmiany i w końcu obrała inną ścieżkę. Taką, w której otworzyła się na ludzi i zyskała pewność siebie. Jest świetnym przykładem, że można znaleźć pracę, w której nie odlicza się dni do piątku, a poniedziałek to nie jest samo zło. Pracę, gdzie jest dobra atmosfera i po prostu możesz śmiało powiedzieć – lubię tutaj być. Jak sama Zori mówi – ludzie tworzą miejsca. I ja się z tym zgadzam.

 

A co ze zdrowiem psychicznym? Rozmawiam z Martą

 

Spotykam się z Martą, idziemy na spacer do lasu. Zamiast rozmawiać o naszym nieidealnym wyglądzie, poruszamy temat zdrowia psychicznego. Mówimy o tym, jak ciężko jest zrozumieć swoje myśli, emocje, których czasem nawet nie umiemy nazwać. Kiedy w głowie masz mętlik, a chcesz zrozumieć siebie. I końcu decydujesz się na pierwszą wizytę u psychologa/psychoterapeuty.

Sama mam ją za sobą. I powiem, że było to cholernie ciężkie spotkania, po którym czułam się jeszcze gorzej. Co innego jest myśleć o swoich problemach w głowie i notując je w dzienniku, a co innego jest mówić je na głos obcej osobie. Psychoterapeuta nie ma magicznego guzika, który mógłby mnie zresetować i na nowo zaprogramować. I w sumie nawet nie chciałabym tego.

Chodzimy po lesie i Marta porusza temat mindfulness. Trening uważności, bycie tu i teraz. To koncentrowanie się na danej chwili i zauważanie jakie myśli się u nas pojawiają, jakie emocje powodują i jak nasze ciało na to reaguje. Podaje super przykład jakim jest przygotowanie śniadania. Czy koncentrujesz się na smaku jaki odczuwasz? Zapachu? Jaka jest konsystencja tego śniadania? Spróbuj jeść powoli i zauważać jego smaki.

Bardzo nie chcę kończyć rozmowy, ale już czas wracać do domu. Żegnamy się podsumowaniem, że nie powinniśmy się bać lub wstydzić wizyty u psychologa. To jest dobry kierunek, kiedy chcemy lepiej zrozumieć siebie i innych. Po prostu pomóc sobie.

 

W kompleksach nie chodzi tylko o wagę. Poznaj Olę

 

Ola zwraca moją uwagę słowami, że jest wrażliwa. Zdarza się jej przyjmować komplementy ze łzami w oczach i wzruszać słysząc dobre słowo. Ja tej wrażliwości nie dostrzegam. Widzę za to wypływającą z niej odwagę.

Imponuje mi tym, że zmienia branżę pomimo pięciu lat studiów. Że spokojnie potrafi mówić o niełatwych politycznie tematach. A przede wszystkim o tym, że chce otwarcie rozmawiać ze swoim mężem o emocjach. Opowiada jak razem uczą się rozmawiać. Chcą umieć nazywać to, co czują. Lepiej rozumieć siebie w związku. Jako osoba, która ma z tym problem, wiem jakie to trudne. Ale dla nich jest to o tyle ważne, że Adam pozostaje w trasie po kilka dni w tygodniu.

Kiedy przechodzimy na temat kompleksów Ola opowiada, jak od najbliższych słyszała „jesteś gruba”. Uwagi typu: pulchna, gruba, grube kości, jest za co złapać – to komentarze, które się pamięta. Słowa dla dziecka krzywdzące.

Dopiero teraz zaczynamy uczyć się akceptować i lubić siebie. Ola mówi zdanie, które na pewno zapamiętam: „Przyzwyczajam się do swojej twarzy, zaakceptowałam siebie bez makijażu”. Od razu wtrącam – „Ola, ty wiesz ile razy ja się malowałam na wyjście po bułki?”. Przecież nie mogłam iść tak normalnie, bo ludzie zobaczą moje czerwone plamy na policzkach, blizny po ospie i pryszcza na czole.

Rozmowa z Olą uświadamia mi skalę ludzkich kompleksów. Nie chodzi tylko o wagę. Ile szczupłych osób nasłuchało się, że mają nogi jak patyki, nic nie jedzą, a ubranie wisi na nich jak na wieszaku. Ile uwag musi padać o wzroście od wysokich po tyczki, po niskich jak hobbity. Ile naszych myśli krąży obsesyjnie wokół tych kilku rzeczy odbiegających od „normy”.

 

Bardzo dziękuję dziewczynom, że poświęciły swój czas na spotkanie ze mną. Dla mnie to było fantastyczne doświadczenie i sądzę, że projekt będę jeszcze w przyszłości kontynuować 🙂